Tomasz Komenda w szoku. Kluczowy świadek w jego sprawie zmarł w tajemniczych okolicznościach

Tą sprawą żyje cała Polska. Tomasz Komenda został skazany za gwałt i zabójstwo 15-latki. Odsiedział w więzieniu 18 lat, zanim został uniewinniony. Ale to nie koniec przykrych historii…

Mężczyzna po wyjściu na wolność całkowicie się załamał. Nawet odszkodowanie nie zwróci mu zmarnowanych la młodości. Dziś dowiadujemy się o kolejnym „podejrzanym” i „dziwnym” incydencie.

W sobotę zmarła w szpitalu Dorota P, czyli kluczowy świadek w sprawie Komendy.

Dorota P. jest jedną z tych osób, które Tomasz Komenda wskazał jako winnych swojego skazania. „Kto i dlaczego doprowadził do oskarżenia, a następnie skazania Tomasza Komendy? Odpowiedzi na to pytanie od kilku tygodni szukają prokuratorzy z Łodzi. I prawdopodobnie już nigdy prawda o tej sprawie może nie wyjść na jaw” – pisze „Fakt”.

Jak informuje gazeta, prokuratura interesowała się Dorotą P. od ponad pół roku.

Pod koniec maja Tomasz Komenda złożył w Sądzie Najwyższym oświadczenie, w którym wskazał te osoby, które doprowadziły do skazania go na 25 lat więzienia. Do listy wskazanych przez Komendę osób dotarł dziennik „Fakt”. Wynika z niej, że mężczyzna obwinia o zgotowanie mu więziennego piekła świadka Dorotę P., dwóch emerytowanych policjantów Zbigniewa P. i Bogusława R., swojego obrońcę Michał K. oraz dwóch prokuratorów – Stanisława O. i Tomasza F.

Do informacji o śmierci Doroty P. dotarli dziennikarze „Faktu”. Kobieta miała trafić do szpitala w czwartek z powodu duszności. Trzy dni później – w sobotę wieczorem – zmarła.

– Kilka tygodni wcześniej leżała dłużej w szpitalu, ale po wyjściu nie narzekała na problemy zdrowotne. To bardzo dziwne, że Dorota zmarła akurat teraz – mówi dziennikarzom „Faktu” jeden z bliskich znajomych kobiety.

Śledczy, którzy zajmują się sprawą Komendy, interesowali się Dorotą P. od ponad roku. – Kilka razy ją przesłuchiwali. Opowiadała, że zabierali ją do ciemnych pomieszczeń, straszyli a później badali wariografem, jakby chcieli coś na niej wymusić – opowiada „Faktowi” znajomy kobiety. Miała powtarzać śledczym, że sama rozpoznała Komendę na portrecie pamięciowym i nikt jej do tego nie namawiał.

Informator „Faktu” wyjawia jednak, że kilka miesięcy temu powiedziała mu, że „wtedy, przed laty, policjanci ją szantażowali i straszyli”.

Co ciekawe, dziennikarze dotarli do tego, czym kiedyś zajmowała się Pani Dorota…

Dziennik przypomina też swoje doniesienia sprzed trzech miesięcy, dotyczące przeszłości Doroty P. Kobieta miała być w latach 90. prostytutką, która „obracała się w kręgu wrocławskich policjantów i prokuratorów”.

Dorota P. zmarła nie wyjawiając winnych. Być może już nigdy nie dowiemy się kto stoi za „wrobieniem” Tomasza Komendy w gwał i zabójstwo 15-latki.